Wprowadzenie

Pamięć historyczna Żołnierzy Wyklętych to temat budzący wiele emocji i zainteresowania. Określenie „Żołnierze Wyklęci” dotyczy żołnierzy polskiego powojennego podziemia niepodległościowego, którzy po 1944 roku nie pogodzili się z narzuconą władzą komunistyczną i kontynuowali walkę zbrojną o suwerenną Polskę. Przez dekady powojenne ich losy i czyny były wyklęte ze społecznej świadomości – w oficjalnej propagandzie przedstawiano ich jako „bandytów” i zdrajców. Dopiero po upadku komunizmu zaczęto stopniowo odkrywać prawdę o tych ludziach i przywracać im należne miejsce w historii. Dziś Żołnierze Wyklęci zajmują istotne miejsce w pamięci narodowej, choć sposób ich upamiętnienia bywa przedmiotem debaty. Niniejszy przewodnik stanowi kompleksowe omówienie fenomenu pamięci o Żołnierzach Wyklętych – od historycznego tła ich walki, przez lata zapomnienia, po współczesne formy upamiętnienia i związane z tym kontrowersje.

Kim byli Żołnierze Wyklęci?

Termin „Żołnierze Wyklęci” odnosi się do uczestników antykomunistycznego ruchu oporu działającego w Polsce w latach 1944–1963. Nazywani są także żołnierzami drugiej konspiracji lub Żołnierzami Niezłomnymi, co podkreśla ich nieugiętą postawę. Byli to w większości byli żołnierze Armii Krajowej i innych formacji podziemia z okresu II wojny światowej, którzy po wkroczeniu Armii Czerwonej i ustanowieniu władzy komunistycznej w Polsce nie złożyli broni. Zamiast tego zeszli ponownie do podziemia, tworząc siatki konspiracyjne i oddziały partyzanckie stawiające opór sowietyzacji kraju oraz podporządkowaniu Polski ZSRR.

Określenie „wyklęci” odzwierciedla fakt, że zostali oni potępieni i skazani na zapomnienie przez komunistyczne władze. Propaganda lat 40. i 50. określała te oddziały mianem „reakcyjnych band”, przypisując im wyłącznie przestępczą działalność. W rzeczywistości byli to ludzie, którzy nie zgodzili się z odebraniem Polsce wolności – wielu z nich traktowało swoją walkę jako kontynuację wojennych zmagań o niepodległość. Należy jednak zaznaczyć, że środowisko powojennego podziemia nie było jednolite: w jego skład wchodziły różne organizacje (m.in. Wolność i Niezawisłość (WiN), Narodowe Siły Zbrojne (NSZ), Narodowe Zjednoczenie Wojskowe) o odmiennych ideologiach i celach politycznych. Łączyło je sprzeciw wobec komunistycznego reżimu oraz wierność ideałom niepodległościowym.

Żołnierze Wyklęci prowadzili działalność konspiracyjną i partyzancką: organizowali akcje zbrojne przeciw jednostkom Urzędu Bezpieczeństwa (UB), Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) i Milicji Obywatelskiej (MO), rozbijali więzienia w celu uwolnienia więźniów politycznych, likwidowali szczególnie okrutnych funkcjonariuszy aparatu terroru. Prowadzili też akcje zaopatrzeniowe (ekspropriacyjne), by zdobyć środki do przetrwania. W kulminacyjnym momencie, tuż po II wojnie światowej, w podziemiu antykomunistycznym działało około 80 tysięcy ludzi pod bronią. Ogółem przez szeregi powojennej konspiracji przewinęło się nawet 120–180 tysięcy konspiratorów wspierających różne struktury oporu. Był to więc ruch o masowym charakterze, choć jego aktywność stopniowo malała wraz z umacnianiem się władzy komunistycznej.

Powojenna walka i tragiczne losy podziemia antykomunistycznego

Tło historyczne i geneza drugiej konspiracji

Aby zrozumieć fenomen Żołnierzy Wyklętych, warto cofnąć się do roku 1944. Wkroczenie Armii Czerwonej na ziemie polskie oznaczało koniec okupacji niemieckiej, ale równocześnie początek nowej formy zniewolenia. Już w 1943 dowództwo Armii Krajowej przewidywało taki scenariusz – stąd próby tworzenia organizacji konspiracyjnych na wypadek sowieckiej okupacji (np. organizacja NIE kierowana przez gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”). Po wybuchu powstania warszawskiego i aresztowaniu przywódców podziemia (proces szesnastu) sytuacja polskich sił niepodległościowych stała się dramatyczna. W styczniu 1945 roku ostatni komendant AK rozwiązał tę formację, by uniknąć masowych represji. Jednak wielu żołnierzy nie zamierzało zaprzestać walki – to właśnie oni dali początek tzw. drugiej konspiracji.

W 1945 roku powstawały nowe struktury konspiracyjne: Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj (krótkotrwale działająca kontynuacja AK) czy Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” (WiN), które miało stać się polityczno-wywiadowczą organizacją oporu. Równolegle działały oddziały zbrojne wywodzące się z Narodowych Sił Zbrojnych oraz lokalne formacje partyzanckie. Celem początkowo była obrona ludności przed terrorem NKWD i UB, gromadzenie informacji o sytuacji w kraju oraz przygotowanie się na ewentualny konflikt Zachodu ze Związkiem Radzieckim, w którym polskie podziemie mogłoby odegrać rolę pomocniczą. Wielu konspiratorów wierzyło, że wybuch III wojny światowej między Zachodem a ZSRR jest kwestią czasu – liczyli na to zwłaszcza do połowy 1947 roku.

Działania zbrojne i skala oporu

W pierwszych latach po wojnie antykomunistyczna partyzantka była bardzo aktywna. Szacuje się, że w latach 1944–1947 oddziały podziemia przeprowadziły tysiące akcji zbrojnych wymierzonych w komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Atakowano posterunki MO, zasadzano się na patrole UB, rozbijano więzienia, odbijano aresztowanych żołnierzy podziemia. W niektórych rejonach (np. Białostocczyzna, Lubelszczyzna, Bory Tucholskie, Podhale) partyzanci kontrolowali przez pewien czas znaczne obszary wiejskie, gdzie władza ludowa bała się zapuszczać bez silnego wsparcia wojska. Największe zgrupowania – jak 5 i 6 Wileńska Brygada AK dowodzona przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” czy Zgrupowanie Warta dowodzone przez kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca” – liczyły po kilkuset uzbrojonych żołnierzy. Podziemna Armia Krajowa Obywatelska, Konspiracyjne Wojsko Polskie czy oddziały Narodowego Zjednoczenia Wojskowego toczyły regularne potyczki z siłami bezpieczeństwa.

W odpowiedzi komunistyczne władze rzuciły do walki ogromne siły. Do zwalczania partyzantki skierowano jednostki Ludowego Wojska Polskiego, KBW, oddziały NKWD oraz tysiące funkcjonariuszy UB i MO. Historycy szacują, że w szczytowym momencie około 150–200 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy brało udział w obławach i akcjach przeciwko podziemiu. Mimo tej przytłaczającej przewagi liczebnej, Wyklęci przez kilka lat stanowili realne zagrożenie dla instalowania nowej władzy na prowincji. Wiele akcji partyzanckich przeszło do legendy – na przykład rozbicie więzienia w Kielcach w sierpniu 1945 roku, uwolnienie więźniów w Raśniku i wielu innych miejscach. Oddziały mjr. „Łupaszki” w 1946 roku operowały na Pomorzu, tocząc walki z grupami pościgowymi. Z kolei partyzanci dowodzeni przez Józefa Kurasia „Ognia” kontrolowali część Podhala przez kilka miesięcy.

Niestety, walka ta z góry skazana była na klęskę wobec braku jakiegokolwiek wsparcia z zewnątrz. Zachodni alianci, zajęci powojenną odbudową i niechętni zaognianiu relacji ze Stalinem, nie interweniowali w sprawy Polski. Nieuznanie przez nich władz na uchodźstwie i milcząca akceptacja dla strefy wpływów ZSRR oznaczały, że polskie podziemie zostało pozostawione samo sobie. Kluczowe znaczenie miał tutaj sfałszowany przez komunistów referendum z 1946 roku i wybory do Sejmu z początku 1947 roku – ich ostateczne wyniki przekreśliły nadzieje na demokratyczną zmianę. Po ogłoszeniu amnestii w 1947 roku wielu partyzantów złożyło broń w nadziei na ocalenie życia. Ujawnienie się nie zawsze jednak gwarantowało bezpieczeństwo – znane są przypadki, gdy władze łamały obietnice amnestyjne i aresztowały lub nawet potajemnie likwidowały poddających się żołnierzy.

Represje komunistyczne i losy „niezłomnych”

Podziemie antykomunistyczne stopniowo krwawiło wskutek nasilających się represji. Aresztowano czołowych przywódców – już w 1945 ujęto dowódców Delegatury Sił Zbrojnych, a w kolejnych latach wyłapywano komendantów WiN i dowódców dużych oddziałów leśnych. W więzieniach UB znalazły się tysiące osób związanych z konspiracją: żołnierze, kurierzy, łączniczki, a także osoby cywilne podejrzewane o pomoc partyzantom. Terror dotknął również rodziny „leśnych” – krewnych wyrzucano z pracy, szykanowano, a nieraz także więziono.

Represje cechowały się ogromnym okrucieństwem. W trakcie śledztw stosowano brutalne tortury, by wymusić informacje i zeznania. Po sfingowanych procesach setki żołnierzy podziemia skazano na kary śmierci. Egzekucje odbywały się w więzieniach, często poprzez strzał w tył głowy. Ciała zamordowanych potajemnie grzebano w nieoznaczonych dołach – tak, by zatrzeć wszelkie ślady i pozbawić rodziny możliwości pochówku. Symbolem tego stała się tzw. Łączka na warszawskich Powązkach – kwatera na cmentarzu, gdzie w latach 40. i 50. bezimiennie pochowano wielu straconych bohaterów. Podobne miejsca istniały przy więzieniach w całej Polsce.

Bilans tej nierównej walki był tragiczny. Szacuje się, że z rąk komunistów zginęło lub zostało zamordowanych w więzieniach co najmniej 20 tysięcy żołnierzy podziemia. Około ćwierć miliona osób przewinęło się przez komunistyczne więzienia i obozy pracy jako więźniowie polityczni – były to zarówno osoby czynnie zaangażowane w konspirację, jak i rodziny czy współpracownicy. Ostatni żołnierz wyklęty – Józef Franczak ps. „Lalek” – zginął w obławie dopiero w październiku 1963 roku, prawie dwie dekady po wojnie. Jego śmierć uznaje się symbolicznie za koniec zbrojnego oporu. Większość ocalałych konspiratorów wyszła na wolność dopiero na mocy amnestii w połowie lat 50., po śmierci Stalina. Wielu jednak nie doczekało – polegli z bronią w ręku, zostali straceni, zamęczeni w kazamatach UB albo zmarli na zesłaniu w głąb ZSRR.

Przez cały okres Polski Ludowej temat antykomunistycznej partyzantki objęty był ścisłą cenzurą. W oficjalnej narracji przedstawiano ich wyłącznie negatywnie, a prawdziwe losy i intencje „niezłomnych” okryto zmową milczenia. Pamięć o nich przetrwała jednak wśród rodzin, towarzyszy broni na emigracji oraz lokalnych społeczności, które niejednokrotnie otaczały swoistym kultem poległych partyzantów (mimo grożących za to represji).

Najsłynniejsi Żołnierze Wyklęci – sylwetki bohaterów

Wśród tysięcy uczestników powojennego podziemia na szczególną pamięć zasługuje kilkoro tych, których losy stały się symbolami niezłomnej walki o wolność. Oto krótkie sylwetki niektórych Żołnierzy Wyklętych, którzy doczekali się pośmiertnego uznania:

Witold Pilecki (1901–1948)

Rotmistrz Witold Pilecki to postać niezwykła – bohater wojenny, ochotnik do Auschwitz, a po 1945 roku konspirator zbierający informacje o sytuacji w zniewolonej Polsce. Pilecki już w czasie wojny zasłynął brawurową misją – dał się ująć Niemcom, by trafić do obozu Auschwitz i stworzyć tam konspirację. Po ucieczce z obozu walczył w Powstaniu Warszawskim. W 1945 roku nie wyjechał z kraju, lecz rozpoczął działalność wywiadowczą przeciw nowej władzy (spisywał raporty dla rządu polskiego na uchodźstwie, dokumentując zbrodnie komunistów). Aresztowany w 1947 przez UB, był brutalnie przesłuchiwany. Na pokazowym procesie oskarżono go o „szpiegostwo” i skazano na śmierć. Wyrok wykonano w maju 1948 r. w więzieniu na Mokotowie – ciało Rotmistrza wrzucono do bezimiennego dołu. Przez dziesięciolecia PRL nazwisko Pileckiego było wymazane z historii. Dziś uważany jest za jednego z najodważniejszych Polaków XX wieku; w 2006 r. został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego.

Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” (1910–1951)

Major Zygmunt Szendzielarz, ps. „Łupaszko”, był legendarnym dowódcą 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Podczas wojny walczył z Niemcami i oddziałami litewskimi, wsławiając się brawurowymi akcjami na Wileńszczyźnie. Po wkroczeniu Sowietów nie ujawnił się, lecz już w 1945 r. sformował na nowo swój oddział i rozpoczął walkę z komunistami. Jego brygada działała początkowo na Białostocczyźnie, a następnie na Pomorzu. Przez kilka lat „Łupaszko” unikał ujęcia, stając się jednym z najbardziej poszukiwanych dowódców partyzanckich. Schwytany dopiero w 1948 roku, został skazany na śmierć. Wyrok wykonano w lutym 1951 r. w Warszawie, a miejsce pochówku utajniono (szczątki Szendzielarza zidentyfikowano dopiero w 2013 r. podczas prac poszukiwawczych na Łączce). Dziś mjr Łupaszko jest symbolem niezłomnej walki – w 2016 r. odbył się jego uroczysty pogrzeb z wojskowymi honorami, a imię tego bohatera noszą ulice i szkoły.

Danuta Siedzikówna „Inka” (1928–1946)

Danuta Siedzikówna, znana jako „Inka”, była zaledwie nastolatką, gdy zaangażowała się w walkę o wolną Polskę. W czasie wojny, jako 15-letnia dziewczyna, złożyła przysięgę AK i służyła jako sanitariuszka. Po wojnie jej losy splotły się z oddziałem „Łupaszki” – Inka opiekowała się rannymi partyzantami, niosła pomoc medyczną. W 1946 r. została aresztowana przez UB. Mimo młodego wieku (miała wtedy 17 lat) i brutalnych przesłuchań, nie załamała się – nie zdradziła towarzyszy broni. Komunistyczny sąd skazał ją na śmierć. Przed egzekucją zdążyła przekazać w grypsie słowa: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. We wrześniu 1946 Danutę Siedzikównę rozstrzelano w gdańskim więzieniu. Stała się jednym z symboli męczeństwa młodych bohaterów – niewinnej dziewczyny, która oddała życie w imię wierności przysiędze. Pamięć o „Ince” przywrócono po latach; w 2016 r. odbył się jej uroczysty państwowy pogrzeb, a postać Inki upamiętniono w wielu miastach (pomniki, tablice, szkoły jej imienia).

Hieronim Dekutowski „Zapora” (1918–1949)

Kapitan Hieronim Dekutowski, ps. „Zapora”, był jednym z najskuteczniejszych dowódców oddziałów AK na Lubelszczyźnie podczas II wojny światowej. Wsławił się wieloma akcjami przeciwko Niemcom. Po 1944 roku nie złożył broni – stworzył silny oddział partyzancki walczący z nową władzą na terenie Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny. „Zapora” należał do tych dowódców, którzy długo wierzyli w możliwość wybuchu konfliktu między Zachodem a ZSRR. Jego zgrupowanie przeprowadziło dziesiątki potyczek z siłami bezpieczeństwa, budząc strach u komunistycznych funkcjonariuszy. W 1947 r., wobec kurczących się szans, Dekutowski podjął próbę przedostania się na Zachód, jednak został ujęty przez UB w wyniku prowokacji. Torturowany i skazany na siedmiokrotną karę śmierci, zginął w więzieniu mokotowskim w marcu 1949 r. i został pogrzebany w tajemnicy. Jego szczątki odnaleziono dopiero w XXI wieku na Łączce. Dziś „Zapora” jest czczony jako niezłomny żołnierz – w 2019 r. prezydent odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego.

August Emil Fieldorf „Nil” (1895–1953)

Generał brygady August Emil Fieldorf, ps. „Nil”, był najwyższym rangą oficerem Polskiego Państwa Podziemnego, który stał się ofiarą powojennych represji. W czasie wojny pełnił funkcję zastępcy Komendanta Głównego AK, organizował akcje dywersyjne (m.in. kierował Kierownictwem Dywersji KG AK „Kedyw”). Po 1945 roku Fieldorf nie podjął walki zbrojnej – próbował ułożyć sobie życie w nowej rzeczywistości, ujawnił się nawet w 1947 licząc na spokój. Mimo to w 1950 r. został podstępnie aresztowany przez UB. Władze komunistyczne postanowiły go zgładzić ze względów pokazowych: odmówił współpracy, więc oskarżono go absurdalnie o wydawanie rzekomych rozkazów zabijania partyzantów radzieckich. Generała „Nila” skazano na śmierć – wyrok wykonano w lutym 1953 przez powieszenie. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Fieldorf stał się symbolem męczeństwa przedwojennej kadry AK, lojalnej wobec ojczyzny do końca. Dziś ma swoje pomniki, a pamięć o nim przywrócono wraz z upadkiem komunizmu (w 1989 r. został oficjalnie zrehabilitowany przez sąd).

Łukasz Ciepliński „Pług” (1913–1951)

Pułkownik Łukasz Ciepliński był prezesem IV Zarządu Zrzeszenia WiN – jednej z ostatnich centralnych struktur antykomunistycznego podziemia. W czasie wojny walczył w kampanii wrześniowej 1939 i konspiracji ZWZ-AK. Po 1945 r. zaangażował się w działalność WiN na Rzeszowszczyźnie, od 1947 stał na czele całej organizacji ogólnopolskiej. Starał się prowadzić walkę polityczną i informacyjną, licząc na zmianę sytuacji międzynarodowej. Aresztowany w 1947 roku, po długim i brutalnym śledztwie został skazany na śmierć wraz z sześcioma innymi członkami kierownictwa WiN. Wszyscy zostali zamordowani strzałem w tył głowy 1 marca 1951 roku w więzieniu mokotowskim. Przed śmiercią Ciepliński napisał wzruszające grypsy do rodziny, w których wyrażał wiarę, że jego syn będzie żył w wolnej Polsce. Data egzekucji płk. Cieplińskiego i jego towarzyszy stała się po latach symboliczna – to właśnie na pamiątkę tego wydarzenia obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” (1 marca).

Józef Franczak „Lalek” (1918–1963)

Kapral Józef Franczak, ps. „Lalek”, jest znany jako ostatni poległy Żołnierz Wyklęty. Walczył już w kampanii wrześniowej 1939, potem w ZWZ-AK, a po wojnie kontynuował działalność konspiracyjną na Lubelszczyźnie. Należał do oddziału Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, a po rozbiciu tej grupy ukrywał się samotnie przez wiele lat. Przez ponad dekadę potrafił uniknąć pojmania – wspierała go miejscowa ludność, która otaczała go szacunkiem i pomagała w ukryciu. Bezpieka nie ustawała jednak w tropieniu „Lalka”. W końcu, 21 października 1963 roku, grupa ZOMO i SB otoczyła zabudowania we wsi Majdan Kozic Górnych, gdzie ukrywał się Franczak. W trakcie próby przebicia się został zastrzelony. Jego śmierć symbolicznie zamknęła kartę zbrojnego oporu przeciwko władzy komunistycznej w Polsce. Przez dziesięciolecia nikt nie mógł głośno mówić o losie Franczaka – dopiero w wolnej Polsce doczekał się on godnego upamiętnienia. Dziś wspominamy go jako uosobienie nieujarzmionego ducha walki, który żył w ukryciu niemal 20 lat po wojnie, nie godząc się na komunistyczny reżim.

(Oczywiście bohaterów powojennego podziemia było znacznie więcej – m.in. Stanisław Sojczyński „Warszyc”, Kazimierz Kamieński „Huzar”, Jan Rodowicz „Anoda”, Feliks Selmanowicz „Zagończyk” i wielu innych. Powyższe przykłady ilustrują jednak przekrój losów Żołnierzy Wyklętych – od najwyższych oficerów po nastolatków pełniących służbę w lesie.)

Pamięć o Żołnierzach Wyklętych w okresie PRL

Lata 1945–1989 były czasem, gdy pamięć o antykomunistycznym podziemiu miała być zatarta. Komunistyczne władze czyniły wszystko, by społeczeństwo zapomniało o ludziach, którzy stawiali opór po 1944 roku. Oficjalna historiografia przedstawiała powojennych partyzantów wyłącznie jako „reakcyjne podziemie”, „bandytów” i „wrogów ludu”. W publikacjach, filmach i szkolnych podręcznikach nie wolno było wspominać o ich patriotycznych motywacjach czy bohaterstwie – jeśli już się pojawiali, to w rolach czarnych charakterów destabilizujących „prawowitą władzę ludową”.

Ogromną rolę w kształtowaniu negatywnego wizerunku odegrała propaganda. Prowadzono zmasowane kampanie informacyjne ukazujące członków podziemia jako pospolitych przestępców: rabusiów, morderców niewinnej ludności, kolaborantów z hitlerowcami. Wyolbrzymiano i rozpowszechniano każde doniesienie o przewinieniach partyzantów, jednocześnie tuszując własne zbrodnie (np. pacyfikacje wsi przez UB/NKWD). W gazetach publikowano listy rozbitych „band”, komunikaty o wyrokach na „wrogach narodu” – wszystko po to, by zohydzić tych ludzi w oczach obywateli. Społeczeństwo, zmęczone wojną i zastraszone terrorem, w znacznej części przyjęło tę narrację lub przynajmniej milczało ze strachu.

Co ważne, nawet instytucje darzone zaufaniem publicznym musiały dostosować się do wymogów reżimu. Przykładowo, w 1950 roku władze komunistyczne wymogły na Episkopacie Polski (instytucji Kościoła katolickiego) podpisanie porozumienia, w którym potępiono „zbrodniczą działalność band podziemia”. Choć wielu księży wcześniej wspierało patriotyczne podziemie, od tej pory oficjalnie Kościół miał dystansować się od jakichkolwiek form oporu. Tego rodzaju deklaracje – wymuszone szantażem – posłużyły propagandzie do dalszego umacniania czarnego obrazu „wyklętych”.

Pomimo tych wysiłków, pamięć o żołnierzach drugiej konspiracji nie zniknęła całkowicie. Na wsiach, skąd wielu z nich pochodziło, w rodzinach i wśród przyjaciół krążyły ciche opowieści o prawdziwych motywach i tragicznych losach poległych. Rodziny przechowywały fotografie, partyzanckie pamiątki, listy z więzień. Na grobach, nawet jeśli oficjalnie widniały fałszywe nazwiska lub nie było żadnej mogiły, w rocznice śmierci zapalano znicze „tym, co walczyli w lesie”. Polacy na emigracji (np. w Londynie czy Paryżu) wydawali po cichu książki i wspomnienia o powojennym podziemiu, choć docierały one do kraju w minimalnym stopniu.

Szczególnym miejscem utrzymania pamięci były też wspólnoty kombatanckie poza granicami Polski. Byli żołnierze AK i WiN na Zachodzie pamiętali o swoich kolegach, tworzyli archiwa i listy poległych. W kraju natomiast, aż do lat 80., wszelka próba upamiętnienia „leśnych” mogła skończyć się aresztowaniem. Dopiero schyłek PRL przyniósł pewne zmiany – w połowie lat 80. zaczęły się ukazywać artykuły i opracowania (np. w prasie drugiego obiegu – niezależnej „Solidarności”), które ostrożnie podejmowały tematykę powojennego podziemia, próbując oddać mu sprawiedliwość. Był to jednak wciąż ścisły margines.

Od zapomnienia do chwały – odrodzenie pamięci po 1989 roku

Przełom roku 1989 otworzył drzwi do odkłamania wielu kart polskiej historii, w tym historii Żołnierzy Wyklętych. Zniesienie cenzury pozwoliło historykom i świadkom na swobodniejsze mówienie o powojennej konspiracji. Już na początku lat 90. zaczęły ukazywać się pierwsze książki i artykuły odkrywające prawdę o podziemiu antykomunistycznym. Ważną rolę odegrał m.in. historyk Jerzy Ślaski, który opublikował głośną książkę „Żołnierze Wyklęci” – to dzięki niej ta właśnie nazwa weszła na stałe do języka publicznego jako określenie zapomnianych bohaterów. Równolegle swoje wspomnienia publikowali weterani (ci nieliczni, którzy dożyli wolnej Polski) oraz rodziny poległych.

Lata 90. to również czas pierwszych inicjatyw mających oficjalnie upamiętnić żołnierzy drugiej konspiracji. W wielu miastach lokalne społeczności zaczęły fundować tablice pamiątkowe i pomniki. Organizowano też uroczystości rocznicowe – np. obchody rocznicy śmierci „Inki” w Gdańsku, upamiętnienia bitew partyzanckich na Podlasiu czy Lubelszczyźnie.

W 1993 roku miało miejsce wydarzenie symboliczne: na Uniwersytecie Warszawskim zorganizowano wystawę zatytułowaną „Żołnierze Wyklęci – antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 r.”. To właśnie wtedy termin „Żołnierze Wyklęci” został użyty publicznie po raz pierwszy w tak szerokim kontekście. Wystawa – przygotowana przez młodych działaczy niepodległościowych z Ligi Republikańskiej, z udziałem historyka Leszka Żebrowskiego – zwróciła uwagę społeczeństwa na losy zapomnianych bohaterów. Dla wielu odwiedzających było to szokujące odkrycie: okazało się, że ludzie dotąd określani wyłącznie jako „bandyci” w rzeczywistości walczyli o wolność i ponieśli męczeństwo porównywalne z ofiarami wojny.

Stopniowo państwo polskie również zaczęło angażować się w przywracanie pamięci. W 1991 roku Sejm uchwalił ustawę rehabilitującą członków niektórych organizacji niepodległościowych, co otworzyło drogę do unieważnienia wyroków sądów stalinowskich. Kolejni prezydenci wolnej Polski honorowali pośmiertnie zasłużonych dowódców i żołnierzy odznaczeniami państwowymi. Przykładowo prezydent Lech Wałęsa odznaczył Orderem Orła Białego (najwyższe odznaczenie RP) Stefana Korbońskiego – działacza Państwa Podziemnego – który symbolicznie reprezentował też drugą konspirację. Później prezydent Lech Kaczyński uhonorował Orderem Orła Białego takich bohaterów jak Pilecki, Fieldorf czy Ciepliński. Były to gesty o ogromnym znaczeniu symbolicznym – państwo oficjalnie przyznało, że ci, których kiedyś piętnowano, byli patriotami godnymi najwyższego szacunku.

Również powołanie Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) w 2000 roku przyspieszyło badania nad podziemiem antykomunistycznym. IPN otworzył archiwa bezpieki, dzięki czemu historycy mogli dotrzeć do dokumentów dotyczących działań zarówno konspiratorów, jak i aparatu represji. Zaczęły powstawać naukowe monografie, biografie dowódców, zbiory dokumentów i listy ofiar. Wyjaśniano także białe plamy – np. zbrodnie popełnione na partyzantach, miejsca ich pochówku.

Jednym z ważnych aspektów odrodzenia pamięci było rozpoczęcie poszukiwań szczątków pomordowanych. Od lat 2000. archeolodzy i wolontariusze (przy wsparciu IPN) prowadzą prace ekshumacyjne w miejscach domniemanych pochówków ofiar terroru. Najsłynniejsza jest wspomniana „Łączka” na Powązkach, gdzie ekipa pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka wydobyła szczątki wielu bohaterów – m.in. mjr. „Łupaszki”, kpt. „Zapory”, płk. Cieplińskiego i jego towarzyszy, a także kilkuset innych ofiar. Dzięki badaniom DNA dziesiątki rodzin dowiedziały się wreszcie, gdzie spoczywają ich bliscy, i mogły zorganizować godny pogrzeb. Te uroczystości pogrzebowe stały się jednocześnie manifestacjami pamięci narodowej, gromadząc tysiące osób oddających cześć bohaterom.

Pod koniec lat 2000. temat Żołnierzy Wyklętych był już mocno zakorzeniony w świadomości społecznej – zwłaszcza młodego pokolenia. Coraz częściej pojawiał się w kulturze masowej: powstawały książki wspomnieniowe, albumy ze zdjęciami, a także pierwsze filmy fabularne i dokumentalne. Przykładowo w 2013 r. ukazał się film „Historia Roja” (opowiadający o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu ps. „Rój” – partyzancie z NSZ), a w kolejnych latach kolejne produkcje (m.in. „Wyklęty” w 2017 r.). W muzyce pojawiły się utwory dedykowane Wyklętym – od rockowych po hip-hopowe – co trafiło do młodzieży. Widać było wyraźnie, że z tematu niszowego, znanego tylko historykom i rodzinom, pamięć o Żołnierzach Wyklętych staje się elementem szerszej kultury historycznej.

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

Kulminacją procesu przywracania należnej pamięci była inicjatywa ustanowienia oficjalnego święta państwowego poświęconego bohaterom antykomunistycznego podziemia. Z pomysłem tym wystąpił prezydent Lech Kaczyński, dla którego polityka historyczna – zwłaszcza honorowanie zapomnianych patriotów – była ważnym elementem misji prezydenckiej. Po jego tragicznej śmierci ideę podjął następca, prezydent Bronisław Komorowski. Ostatecznie w lutym 2011 roku Sejm RP jednogłośnie uchwalił ustawę powołującą Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Na datę obchodów wybrano 1 marca – dzień symboliczny. Właśnie 1 marca 1951 roku wykonano wyrok śmierci na siedmiu przywódcach IV Komendy WiN z płk. Łukaszem Cieplińskim na czele. Tego dnia padli oni ofiarą komunistycznej zbrodni sądowej, do końca zachowując godność i wiarę w wolną Polskę. Ustanowienie święta w taką rocznicę miało głęboki wymiar: pokazuje ciągłość walki o suwerenność – od powstań narodowych i konspiracji wojennej aż po powojenny opór.

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych nie jest dniem wolnym od pracy, jednak każdego roku 1 marca w całym kraju odbywają się liczne uroczystości. W stolicy i wielu miastach wojewódzkich organizowane są oficjalne obchody z udziałem władz państwowych, kombatantów, rodzin bohaterów i mieszkańców. Odczytywany jest Apel Pamięci, oddawane są salwy honorowe, składane wieńce na grobach i pomnikach. W kościołach odprawiane są msze w intencji poległych żołnierzy podziemia.

Z czasem wytworzyły się także oddolne formy upamiętnienia tego dnia, cieszące się ogromną popularnością. Najbardziej znaną inicjatywą jest Bieg „Tropem Wilczym” – masowy bieg pamięci Żołnierzy Wyklętych na symbolicznym dystansie 1963 metrów (nawiązanie do roku śmierci ostatniego z nich). Pierwszy bieg odbył się w 2013 roku i zgromadził kilkuset uczestników, a obecnie impreza ta jest organizowana równolegle w kilkuset miejscowościach w Polsce i za granicą, przyciągając dziesiątki tysięcy biegaczy w różnym wieku. Uczestnicy biegną, mając na koszulkach wizerunki bohaterów i hasła patriotyczne – jest to forma aktywnego uczczenia pamięci, a zarazem edukacji młodego pokolenia.

Oprócz tego, 1 marca odbywają się liczne marsze pamięci, happeningi historyczne, konferencje naukowe, pokazy filmów i wystawy. W szkołach organizowane są apele tematyczne, konkursy wiedzy o Wyklętych, uczniowie przygotowują gazetki i prezentacje przypominające lokalnych bohaterów. Media publiczne tego dnia nadają specjalne programy i filmy dokumentalne poświęcone historii podziemia niepodległościowego.

Można więc powiedzieć, że Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” na stałe wszedł do kalendarza ważnych świąt narodowych. Stał się okazją nie tylko do oddania hołdu poległym i pomordowanym, ale też do promowania postaw patriotycznych oraz refleksji nad trudną powojenną historią.

Współczesne formy upamiętnienia i polityka historyczna wobec Wyklętych

Pamięć o Żołnierzach Wyklętych jest dziś żywa i obecna w przestrzeni publicznej na wiele sposobów. Oprócz wspomnianego święta 1 marca, istnieje szereg instytucji, miejsc pamięci i inicjatyw społecznych, które pielęgnują tę pamięć przez cały rok.

Muzea i miejsca pamięci: W ostatnich latach powstały dedykowane placówki muzealne. W Ostrołęce utworzono nowoczesne Muzeum Żołnierzy Wyklętych, mieszczące się w budynkach dawnego więzienia – prezentuje ono historię podziemia antykomunistycznego w multimedialny, atrakcyjny dla młodzieży sposób. W Warszawie na terenie dawnego więzienia mokotowskiego (ul. Rakowiecka, gdzie zamordowano m.in. Pileckiego i Fieldorfa) powstaje Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL – miejsce to ma upamiętniać zarówno samych partyzantów, jak i wszystkich, którzy cierpieli za działalność niepodległościową w okresie komunizmu. Ponadto, wiele tradycyjnych muzeów (np. Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku czy Muzeum Armii Krajowej w Krakowie) włącza w swoje ekspozycje wątki dotyczące powojennej kontynuacji walki.

Pomniki i nazwy: W krajobrazie polskich miast pojawiły się liczne pomniki poświęcone Wyklętym. Przykładowo w Rzeszowie wzniesiono monumentalny Pomnik Żołnierzy Wyklętych, w Warszawie odsłonięto tablice i kamienie upamiętniające poszczególnych dowódców (np. Fieldorfa „Nila”). Często pomniki te stają w miejscach związanych z historią – np. przy dawnych więzieniach lub na placach, gdzie po 1945 dokonywano publicznych egzekucji pokazowych. Również nazewnictwo przestrzeni publicznej uległo zmianie: wiele ulic, rond, skwerów czy szkół otrzymało imiona bohaterów podziemia (np. rondo „Żołnierzy Wyklętych”, ulica Danuty Siedzikówny „Inki” itp.). To codziennie przypomina przechodniom i młodzieży szkolnej o tych postaciach.

Edukacja i popularyzacja: Instytucje państwowe podejmują programy edukacyjne – IPN organizuje konkursy historyczne dla uczniów, gry miejskie, wydaje komiksy o losach Wyklętych (forma przystępna dla młodego odbiorcy). Powstają filmy dokumentalne, które przywracają twarze i historie konkretnych ludzi – np. cykle wywiadów z członkami rodzin, ostatnimi świadkami tamtych wydarzeń. W telewizji publicznej emitowano serię teatru telewizji i spektakli poświęconych Ince, Pileckiemu czy „Łączce”. Dzięki temu tematyka ta przenika do masowej wyobraźni.

Nie można też pominąć oddolnych inicjatyw społecznych – organizacji pozarządowych i grup pasjonatów historii. Działają fundacje (np. Fundacja „Łączka”, Fundacja Pamięci o Bohaterach Podziemia), które wspierają poszukiwania nieznanych grobów, dbają o renowację już odnalezionych mogił i dokumentują relacje świadków. W internecie funkcjonują portale i fora historyczne poświęcone Wyklętym, gdzie gromadzi się dokumenty, fotografie i analizy. Ogromną popularnością cieszą się także rekonstrukcje historyczne – grupy rekonstruktorów odtwarzają umundurowanie i działania oddziałów leśnych, organizując widowiskowe inscenizacje potyczek czy obozowisk partyzanckich ku edukacji publiczności.

Polityka historyczna państwa szczególnie od połowy lat 2010. mocno akcentuje etos Żołnierzy Wyklętych. W publicznych wystąpieniach przedstawicieli władz często padają odniesienia do ich bohaterstwa, niezłomności i patriotyzmu. Stały się oni – obok powstańców warszawskich – swoistym wzorem wychowawczym lansowanym zwłaszcza przez środowiska konserwatywne. Można to zaobserwować np. podczas uroczystości wojskowych (Wojska Obrony Terytorialnej przyjęły tradycje wielu oddziałów Wyklętych, a ich żołnierze składają przysięgę w obecności portretów partyzanckich patronów), w projektach typu „bohater miesiąca” w szkołach, czy też w wystąpieniach rocznicowych prezydenta i premiera.

Kontrowersje i spory wokół pamięci o Żołnierzach Wyklętych

Intensywne promowanie pamięci o Żołnierzach Wyklętych przyniosło nie tylko wzrost świadomości historycznej, ale też pewne napięcia i dyskusje. Pojawiły się głosy krytyczne, zwracające uwagę na ciemniejsze karty działalności podziemia antykomunistycznego oraz na sposób prezentowania tych postaci we współczesnej narracji.

Ciemne karty historii – oskarżenia o zbrodnie

Najbardziej emocjonalne debaty dotyczą zarzutów popełniania przez niektórych żołnierzy wyklętych czynów, które można zaklasyfikować jako zbrodnie wojenne czy zwykłe przestępstwa. Historycy przypominają, że powojenna rzeczywistość była niezwykle skomplikowana i brutalna, a nie wszyscy partyzanci zachowywali się jak nieskazitelni rycerze. Padają konkretne przykłady:

  • Zbrodnie na ludności cywilnej mniejszości narodowych: Oddział Romualda Rajsa „Burego” na Podlasiu w 1946 r. spacyfikował kilka białoruskich wsi (Zaleszany, Puchały Stare i inne), zabijając łącznie blisko 80 bezbronnych cywilów, w tym kobiety i dzieci. Sam IPN po zbadaniu tej sprawy określił część tych czynów jako noszące znamiona ludobójstwa na tle etnicznym. Dla lokalnej społeczności białoruskiej „Bury” pozostaje postacią jednoznacznie potępianą – a fakt, że dziś niektórzy czczą go jako bohatera, jest przedmiotem głośnych protestów (np. coroczny marsz ku czci „Burego” w Hajnówce wywołuje sprzeciw części mieszkańców i jest uznawany za prowokację).
  • Incydenty antyżydowskie: Podnoszone są również wątki zabójstw Żydów dokonanych przez niektóre grupy podziemia. Przykładem bywa atak oddziału NZW na miasteczko Parczew w 1946 r., gdzie z rąk partyzantów zginęło kilku Żydów współpracujących z reżimem (byli to milicjanci pochodzenia żydowskiego). Z jednej strony źródła podziemne przedstawiały tę akcję jako wymierzoną wyłącznie w funkcjonariuszy UB/MO, z drugiej strony propaganda komunistyczna rozdmuchała ją jako pogrom antysemicki. Faktem jest, że przedwojenne antysemickie uprzedzenia istniejące w społeczeństwie nie ominęły także niektórych żołnierzy wyklętych – czemu sprzyjało również przekonanie (częściowo uzasadnione statystykami), że w aparacie bezpieczeństwa sporo jest osób żydowskiego pochodzenia. Badacze tacy jak prof. Barbara Engelking zwracają uwagę, że retoryka ulotek podziemia nie stroniła od wątków „żydokomuny”. Inni historycy (np. dr Maciej Korkuć z IPN) tonują jednak ten obraz: przypominają, że o ile incydenty antyżydowskie się zdarzały, o tyle nie były one podstawowym motywem działania podziemia – raczej efektem ubocznym szerszego konfliktu z nową władzą. Bezsprzecznie większość „Wyklętych” walczyła z systemem komunistycznym niezależnie od narodowości jego przedstawicieli, a nie z powodu czystej nienawiści etnicznej. Niemniej, w świadomości zbiorowej niektórych środowisk (zwłaszcza żydowskich ocalałych oraz lewicowych kręgów intelektualnych) temat udziału partyzantów w przemocy wobec Żydów wciąż budzi ból i kontrowersje.
  • „Zbandycienie” części oddziałów: Długotrwała partyzantka, oderwanie od zaplecza i twarde warunki mogły prowadzić do demoralizacji niektórych grup. Nawet źródła podziemne z tamtych lat przyznają, że zdarzały się przypadki, gdy pod szyldem oddziału niepodległościowego ukrywała się zwykła banda rabunkowa. Dotyczyło to zwłaszcza końcowego okresu (lata 50.), gdy wielu dawnych ideowych dowódców już nie żyło, a w terenie operowały małe grupki ukrywające się przed prawem, nierzadko uciekając się do napadów na chłopów czy wręcz rozbojów na własną rękę. Przeciwnicy „kultu wyklętych” lubią generalizować te przypadki, twierdząc że całe podziemie to „bandyci”. Jest to oczywiście krzywdzące uogólnienie – jednak historyczna rzetelność wymaga przyznania, że i takie epizody miały miejsce. Każda wojna rodzi patologie i nie inaczej było w przypadku polskiej powojennej konspiracji.

Polityka pamięci – spór ideologiczny

Oprócz sporów o fakty, toczy się dyskusja nad samym sposobem upamiętniania Wyklętych we współczesnej Polsce. Krytycy, często wywodzący się z liberalnych lub lewicowych środowisk, zarzucają obecnej narracji historycznej kilka kwestii:

  • Idealizacja i jednostronność: Ich zdaniem państwowa propaganda historyczna przedstawia żołnierzy podziemia w sposób hagiograficzny, idealny – pomijając wszelkie wady, kontrowersje i moralne dylematy. W przekazie oficjalnym mają oni być krystalicznymi bohaterami bez skazy. Taki czarno-biały obraz krytycy nazywają „kultem wyklętych”. Uważają oni, że w imię patriotycznego mitu zamiata się pod dywan trudniejsze epizody, co w efekcie prowadzi do fałszowania historii. Przykładowo, uroczystości państwowe oddają hołd również postaciom pokroju „Burego” czy „Ognia”, nie wspominając słowem o ich kontrowersyjnych czynach – a więc gloryfikują także tych, którzy być może na tak bezkrytyczny hołd nie zasłużyli.
  • Wykluczanie innych postaw: Narracja skupiona na wychwalaniu tych, którzy poszli do lasu, pośrednio stawia w negatywnym świetle tych wszystkich, którzy podziemia nie wsparli. Premier czy ministrowie często mówią o Wyklętych jako o „najwierniejszych synach ojczyzny”. Ale co z milionami zwykłych Polaków, którzy po wojnie starali się żyć normalnie, odbudowywać kraj, choć nierzadko w sercu nie akceptowali komunizmu? Krytycy wskazują, że retoryka „Wyklęci albo nic” dzieli społeczeństwo – sugeruje, że tylko ci z bronią byli patriotami, a reszta to gorsi Polacy. Taka wizja pomija tragizm wyborów tamtego czasu: nie każdy mógł walczyć, nie każdy wierzył w sens dalszego przelewu krwi. Młodzi ludzie powinni rozumieć, że bohaterstwo miało różne oblicza – także w pracy organicznej, w cichej opozycji czy walce cywilnej.
  • Zawłaszczanie symboliki przez skrajną prawicę: Niestety, w przestrzeni publicznej doszło też do tego, że symbolika i pamięć o Wyklętych bywa wykorzystywana przez grupy skrajnie nacjonalistyczne. Na marszach organizowanych przez radykalne organizacje (np. ONR) pojawiają się portrety wyklętych obok haseł antysemickich czy ksenofobicznych. Dla takich środowisk elementem atrakcyjnym stał się nie tyle patriotyzm bohaterów, co ich skrajny antykomunizm, nieraz utożsamiany z antylewicowością w ogóle. Dochodzi do paradoksu: grupy głoszące nienawiść (np. wobec Ukraińców czy mniejszości seksualnych) powołują się na „tradycję Żołnierzy Wyklętych”. Rodzi to zrozumiały opór wielu osób, które nie chcą, by szczytna idea czczenia bohaterów była narzędziem współczesnych politycznych wojen i ekstremizmów.
  • Pomijanie innych rozdziałów historii: Krytycy wskazują też, że skupienie niemal całej uwagi na Żołnierzach Wyklętych odbyło się kosztem innych ważnych tematów historycznych. W polskiej pamięci najnowszej mamy wiele grup bohaterów – np. działaczy opozycji demokratycznej lat 70. i 80., ofiary stanu wojennego, a nawet żołnierzy frontowych walczących z Niemcami (1. i 2. Armii WP), którym przez lata odmawiano uznania. Obecnie jednak wydaje się, że wszystkie te wątki zeszły na drugi plan wobec masowej mody na Wyklętych. Pojawiają się pytania: czy nie powstaje pewna nierównowaga? Czy np. dziecko w szkole nie dowie się dziś więcej o „Ince” niż o Irenie Sendlerowej albo o wydarzeniach Sierpnia ’80? Państwowa polityka historyczna wybiera pewne elementy (w tym przypadku zbrojny etos patriotyczny) i je eksponuje, ryzykując uproszczenia.

Warto podkreślić, że spory te nie negują bynajmniej bohaterstwa i poświęcenia tysięcy Żołnierzy Wyklętych – chodzi raczej o sposób prezentacji ich historii. Wielu rozsądnych historyków apeluje o umiarkowanie i równowagę: by oddawać cześć Wyklętym, ale bez zamykania oczu na fakty; by mówić i o chwale, i o cieniach. Przykładem takiego głosu jest publicysta Piotr Zychowicz, autor książki „Skazy na pancerzach”, który twierdzi: „Walczyli w słusznej sprawie i należy im się szacunek, ale patriotyzm nie polega na retuszu historii – trzeba otwarcie mówić też o epizodach niechlubnych”.

Znaczenie pamięci o Żołnierzach Wyklętych dla współczesnej Polski

Pomimo wszelkich dyskusji i kontrowersji, jedno jest pewne: Żołnierze Wyklęci odzyskali należne im miejsce w panteonie polskich bohaterów. Pamięć o nich pełni dziś ważną rolę w kształtowaniu tożsamości narodowej, zwłaszcza młodego pokolenia. Ich historie uczą o trudnych wyborach moralnych, o wierności ojczyźnie nawet w najbardziej beznadziejnych okolicznościach. Są przykładem odwagi, determinacji i patriotyzmu – wartości, które pozostają aktualne także współcześnie.

Dla wielu Polaków, zwłaszcza rodzin ofiar, przywrócenie pamięci było aktem dziejowej sprawiedliwości. Po latach kłamstw i przemilczeń wreszcie publicznie powiedziano, że ci ludzie nie byli bandytami, lecz patriotami. Wreszcie można otwarcie wypowiedzieć nazwiska bohaterów, ustawić znicz na ich grobie, opowiedzieć ich historię dzieciom bez obaw o represje. To gojenie powojennych ran pamięci, swoiste domknięcie żałoby narodowej po tych, którzy polegli za wolność już po oficjalnym zakończeniu wojny.

Pamięć historyczna Żołnierzy Wyklętych podkreśla także ciągłość polskiej walki o niepodległość. Dzięki niej widzimy, że dążenie do suwerenności nie skończyło się w 1945 roku – trwało dalej w lasach, więzieniach, na emigracji. Dzisiejsza wolna Polska jest również w pewnym sensie ich zwycięstwem, choć oni sami tego nie dożyli. Ich dziedzictwo to przesłanie, że wolność i godność są wartościami, za które warto walczyć nawet wbrew nadziei.

Oczywiście, kultywując tę pamięć, warto czynić to mądrze – z poszanowaniem prawdy historycznej i empatii dla różnorodnych doświadczeń tamtego pokolenia. Pamięć o Wyklętych nie powinna dzielić, lecz łączyć – jako wspólne dziedzictwo wszystkich Polaków. Ostatecznie bowiem większość z nas może zgodzić się co do jednego: ci młodzi ludzie, często dwudziesto- czy trzydziestoletni, wierzyli w Polskę wolną i niezawisłą. Zapłacili za to cenę najwyższą. Naszym obowiązkiem jest o nich pamiętać i wyciągać z ich historii lekcje – o odwadze, ale i o tym, jak straszliwe skutki ma zawładnięcie państwa przez obce mocarstwo i ideologię totalitarną.

Pamięć historyczna o Żołnierzach Wyklętych w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przeszła drogę od całkowitego wymazania do powszechnego uznania. Stała się tematem szkolnych lekcji, patriotycznych wydarzeń i rodzinnych rozmów. Jak każdy żywy fragment historii, podlega interpretacjom i dyskusjom – i dobrze, bo to świadczy, że jest autentycznie przeżywana. Najważniejsze jednak, że ci, których chciano skazać „na wieczną hańbę i zapomnienie”, doczekali się pamięci i chwały. A przyszłe pokolenia – miejmy nadzieję – będą potrafiły zachować tę pamięć mądrze, z dumą, ale i ze zrozumieniem całej złożoności tamtych czasów.